Zaloguj się przez Facebooka! Zarejestruj się!

~podtekst

Tak, bajeczka Aż się obudziłam.

Literówki.


Można zazdrościć. To wspomnienie jest o tyle cenne, bo napisane bez nadęcia, bez pompy. To jak opowieść o starszej koleżance z podwórka. Sama postać Agnieszki O. trochę przypomniała mi książkę Montgomery z dzieciństwa o Historynce.
I bardzo dobrze się czyta, bardzo.


Właśnie tego mi brakowało, sleepy!
Ten Twój kleszcz prawie jak od Franza!
A końcówka? Piękne, po prostu piękne.


I chusta jako refren w przesłaniach powinna pojawić się i w trzecim.


Jak słodkie mleko skondensowane!

Pysznie i tak, że się łza zakręciła.


Dwie ostatnie mi grają bardzo przyjemnie.

Dobre, dobre.


Byłoby z tego coś, ale po co ostatni wers zangielszczony?
I co z trajektorią?

(Więc) Gdzieś coś jest, ale gdzie są ogonki, kreski? No, nonszalancjo!


Dobre i takie... wyważone!


Bo jest tak, że jedno do drugiego nie przystaje ani trochę.
I gdyby tak zostawić trzecią strofę, a drugiej nie robić maksymalnie oczywistego, to byłoby fajn, jak mówią Czesi.

I kursywy mi tu nie.


Całkiem to zjadliwe (jak to galaretka, choć porzeczkowej nie jadłam).

Nic smutnego, a nawet i uśmiech na końcu.


Wieczór z płaszczem ciemnym, to takie trochę wyeksploatowane powiedzonko.
To nie. Ale za to ostatnie zdanie z pierwszej części, bardzo tak.

Te korespondencje, co to opuszczają cele skazańców mnie trochę bodą w oczy. Prycza naga, co mi się kojarzy z pryszczem (przepraszam!), też boli. W ogóle przemyśl drugą część. Bo za dużo.

Oprócz samej samiuśkiej końcówki, czyli kalendarzy. To mi się podoba, a jak!


Męczą mnie trochę wzwody w poezji. Jeśli z nich jakaś zabawa, to wzwód czy opad mile widziany, a tak to już się bałam i przełamywałam (nie, żebym była wstydliwa).

Dlatego tak bardzo ucieszył mnie ostratni wers.
Fallicznie ucieszył mnie również początek drugiej strofy.


od estetycznych wrażeń wzrokowych (pięknie się w wersach układają te wersy, co jest istotne podobno) po uśmiech na samym końcu z tego dość przyjemnego wszakże cedzenia słów, czy tam może herbaty od fusów.


absolutnie wspaniale.


Jezeli brakowalo mi czegokolwiek w ten piatkowy wieczor to Twojego pisania. Uwielbiam Twoje historie. W ogole mysle sobie, ze moglabys spokojnie prowadzic jakies kolo opowiadania historii.

Pan Kret jest fantastyczny. Powiedz mi Spiaca Glowo, kiedy masz zamiar zebrac swoje historie? One maja naprawde wyjatkowy styl i charakter. Prosto z XIX wieku lub z poczatku XX.


Piosenka, kobieta, w ogole kreska i klimat jest naprawde... O! A dym u gory ma przypominac pare czy to przypadek?


No, wiesz. Jestem przekonana co do tego, ze juz zostalas 20stkowa krolowa. Pieknie sie to czyta. Z kotem w koncu.


Ta koncowka tutaj jednak nie wienczy dziela. Wlasciwie spodziewalam sie jej az za bardzo od polowy tekstu.
Taki rodzaj pisania zasluguje na wieksza uwage pod wzgledem powtorzen i doboru slow. W niektorych miejscach troche zgrzytnelo, a powinno wyjsc troche bardziej naturalnie, tak jak sie mowi.
Zofia. Znacznie lepsza bylaby tutaj Zosia - po prostu brzmi bardziej czulo, mowilaby przeciez tak o niej jej mama.


To wszystko jednak nie jest w stanie zakwestionowac tego, ze tekst generalnie zrobil na mnie bardzo dobre wrazenie, ze zatrzymalam sie przy nim. Gratuluje.


Litosci! Raz, a porzadnie za cos bardzo dlugiego sie wez, zeby Ci to wydali!
Ty wiesz, ze ja tak wlasnie lubie. Tak pisz.


hmm... swiadomie do prozy obyczajowej?


Jak zwykle genialne pomysly mlodego umyslu. Wysililbys sie na dluzszy tekst. Wroze Ci przyszlosc kreatywnego reklamotworcy.


Chyba nie moglam tego nie skojarzyc z Krolem Olch?
To jest zupelnie inne od poprzednich - tak to czuje.
Zaluje, ze tak malo prozy ostatnio.

Goethe jak nic. Tylko w oryginale.


Chlopiec zlotousty pop kultury.
Niech bedzie, ze tak potocznie i z ulicy. Przeplynelam lekko i przyjemnie.
Dzieki.


Wlasciwie jedyne co mi sie nasuwa na mysl do zmiany. To forma ujecia wypowiedzi samej ciotki.

Cala reszta rzeczywiscie pachnie Proustem. Wciaga calkiem przyjemnie i ma swoj klimat. Lubie takie miniatury i Bog mi swiadkiem, dobrze sie je czyta po przejedzeniu opaslych ksiazek. Plynne i wsamrazowe.


A i jeszcze nazwisko ciotki przywodzi mi na mysl Irene Slawinska. No. Wlasciwie dlatego przeczytalam i sie zatrzymalam przy tytule.


Mucha?



1 2 3 Następna strona
© 2001-2017 Grupa Onet.pl SA - digart.pl v.6
RSS Wszelkie materiały i wypowiedzi zamieszczone w serwisie należą do ich autorów. Grupa Onet.pl S.A. i zespół digart.pl nie odpowiadają za ich treść.
strona główna | regulamin | zasady korzystania | faq | załoga | RSS | reklama | kontakt